Podopieczny Przytuliska w Nadleśnictwie Krynki.

bocian czarny

Zawikłaną, choć pełną ciepła historię podopiecznego Przytuliska w Nadleśnictwie Krynki opowiada Arkadiusz Juszczyk, opiekun pacjentów ośrodka.

Trafił do Przytuliska w sierpniu ugiegłego roku. Błąkał się samotnie po Hajnówce i właściwie nikt do dzisiaj nie wie jak do tego doszło. Niezależnie od pobudek, które nim kierowały, zagrożenie ze strony wałęsających się psów oraz jeżdżących samochodów było jak najbardziej realne. Ktoś zadzwonił do RDOŚ w Białymstoku – i całe szczęście – bo ptak był już na tyle osłabiony, że pracownicy tej instytucji bez problemu go złapali i przywieźli do nas… I tak to właśnie było! Nagle Przytulisko stało się domem dla bociana czarnego.

Wstępne oględziny nie wykazały nic szczególnie groźnego. Ptak był po prostu osłabiony i zdezorientowany tym, co działo się wokół niego. Został odrobaczony i w ciągu trzech tygodni podkarmiliśmy go na tyle, by z czystym sumieniem zwrócić go naturze. Tu ponownie postawiliśmy na współpracę z RDOŚ, której pracownicy przyjechali do naszego Przytuliska. Bezpiecznie zapakowali ptaka do samochodu, by na koniec wypuścić go w pobliżu zalewu Siemianówka. Ptak był sprawny, lotny i pewny siebie… Niestety, jak to często bywa w naturze, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż byśmy tego chcieli. I tak oto po dwóch tygodniach od wypuszczenia, bocian czarny po prostu do nas wrócił.

Po skonsultowaniu się z profesjonalistami z zakresu ornitologii stwierdziliśmy, że jest już za późno na odlot migracyjny, tym bardziej, że ptak był jeszcze bardzo młody, więc zostało postanowione: przezimujemy go i w sezonie wiosenno-letnim spróbujemy ponownie zwrócić go naturze.

Zima była wspaniałym okresem do poznania tego rzadkiego gatunku ptaka. Obserwowaliśmy szereg zachowań zdecydowanie odbiegających od znanych nam już dobrze bocianów białych. Nasz przedstawiciel Ciconia nigra był zdecydowanie bardziej skryty i nieśmiały od swoich białych kuzynów. Literatura głosi, że małe bociany czarne potrafią zjeść nawet do 500 gram pożywienia dziennie! W przypadku naszego podopiecznego właśnie tak było – jadł dwa razy więcej, niż bociany białe, które również zimowaliśmy w sąsiedniej wolierze.

Wreszcie po okresie “dmuchania i chuchania” na naszego czarno-białego podopiecznego, przyszła wiosna. Jako, że nasza wiedza zdecydowanie wzbogaciła się o kilka istotnych szczegółów z zakresu tego gatunku, nasz nadleśniczy nawiązał współpracę z nadleśniczym z Czarnej Białostockiej i… opłaciło się! Znaleźliśmy mu miejsce wręcz idealne.

Bociany czarne gniazdują – w odróżnieniu od swoich białych kuzynów – w lasach, do których mało ludzi w ogóle wchodzi.

Preferują stare drzewostany, a w szczególności wiekowe olsze i dęby, w których koronach łatwo założyć duże gniazdo. Przez podmokły teren, który dla niego wybraliśmy, dodatkowo przepływa ciek wodny, zapewniający mu bardzo urozmaiconą i obfitą bazę żerową.

I oto się stało… Ptak został wypuszczony w miejscu wręcz idealnym. Gdy tylko poczuł lekki powiew wiatru, od razu wzbił się w powietrze, by następnie wylądować kilkaset metrów dalej i szukać małych zwierząt wśród roślinności typowej dla terenów podmokłych.

Jak to w przyrodzie – pewności, że wszystko będzie z nim dobrze – nie mamy. Od czasu wypuszczenia nasi koledzy z Nadleśnictwa Czarna Białostocka codziennie dyskretnie monitorują naszego podopiecznego. Wiemy, że nasz bocian potrafi zabijać – pokazał to w okresie wczesnowiosennym, kiedy został przeniesiony do woliery na skraju lasu. Tam bardzo często obserwowaliśmy, jak myszy i żaby „marnie kończą” w jego dziobie. Ale to przecież natura, tu wszystko może się zdarzyć.

Największe szczęście sprawiłaby nam wiadomość, że znalazł swoją “drugą połówkę” i wyprowadził lęg, ale… No właśnie… To natura, której codziennie się uczymy, a o której jednocześnie tak mało wiemy. Pokaże, czy tym razem udało nam się zrobić dla Niej coś dobrego.

Tekst oryginalny: RDLP Białystok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiem − 6 =