Fitoncydy jako 1 sposób na wzmacnianie organizmu ?

Fitoncydy, co odkrył Tokin ?

W 1928 roku Borys Tokin, wtedy jeszcze student biologii moskiewskiego uniwersytetu, zaproponował termin „fitoncydy” [połączenie greckich φυτόν (roślina) i łacińskiego caedo (zabijam)] dla toksycznych substancji lotnych niektórych roślin o właściwościach przeciwdrobnoustrojowych (środki bakteriobójcze pochodzenia roślinnego).

Tokin zaobserwował, podczas swoich wizyt na targowiskach i bazarach, że dania kuchni orientalnej, przygotowywane w warunkach nie spełniających wymogów sanitarnych nie wywoływały u ludzi infekcji jelitowych. Stwierdził, że przyprawy użyte do przygotowania tych potraw chronią je przed psuciem się, a ludzi – przed zarażeniem chorobami.

Już w pierwszych latach badań stało się jasne, że zjawisko fitoncydów nie jest charakterystyczne dla żadnej grupy roślin, ale dla całego świata roślin – od bakterii po rośliny kwitnące.

Zainteresowania Tokina szybko skupiły się poszukiwaniu odpowiedzi na pytania:

  • jak i dlaczego w toku ewolucji świata roślin powstała zdolność do produkcji fitoncydów?
  • czy produkcja fitoncydów jest charakterystyczna dla całego świata roślin?
  • jakie znaczenie mają fitoncydy w odporności roślin?
  • jaką rolę odgrywają w życiu biogeocenoz ?

Kwestie te podsumował w swojej  książce „Bakteriobójcze środki roślinne (fitoncydy)”, wydanej w Moskwie w 1942 roku.

Taki był początek naukowej fascynacji i dalszych prac badawczych Tokina nad fitoncydami i jego pracy w uniwersytetach w Tomsku i Petersburgu, gdzie badał eksperymentalnie właściwości wszystkich rodzajów roślin.

Działanie fitoncydów

Fitoncydy to nazwa nadana dla wytwarzanych przez rośliny substancji bakteriobójczych, grzybobójczych i protistobójczych, które są jednymi z czynników ich odporności i odgrywają rolę w związkach organizmów w biocenozach.

Istotą głównego odkrycia, które okazało się początkiem powstania biologicznej doktryny fitoncydów, było to, że uszkodzone rośliny wyższe wytwarzają lotne substancje przeciwdrobnoustrojowe. Wkrótce udowodniono, że tak zwane soki tkankowe roślin mają właściwości fitobójcze.

Zobacz film z 1949 roku – Tokin pracuje z liśćmi brzozy i czeremchy

Wbrew początkowym koncepcjom Tokina, już od lat czterdziestych, a zwłaszcza od lat pięćdziesiątych XX w, stało się oczywiste, że nieuszkodzone rośliny w normalnych warunkach naturalnych uwalniają fitoncydy do środowiska zewnętrznego – do atmosfery, gleby, wody. Ogromne ilości lotnych fitoncydów są uwalniane do atmosfery przez drzewa liściaste, a zwłaszcza drzewa iglaste: kilka kilogramów dziennie na hektar lasu.

Każdy fitoncyd jak pisał Toki ma właściwości antybiotyczne, ale oczywiście nie każdy „antybiotyk” jest identyczny z fitoncydem danej rośliny, ponieważ w niektórych przypadkach chemik i lekarz wyciągają z rośliny nie pełny kompleks chemikaliów, którym jest fitoncyd rośliny wyższej lub niższej, ale poszczególne składniki fitoncydów.

Prawdopodobnie nawet najlepiej przebadany lek z fitoncydów roślin niższych – penicylina, nad którym pracowała armia utalentowanych chemików, nie jest do końca identyczny z fitoncydami penicillium notatum, które są głównym czynnikiem naturalnej odporności grzyba pleśniowego.

W związku z nadmiernym zapałem wielu lekarzy w dostarczaniu nowych środków antyseptycznych do organizmu ludzkiego, Tokin niejednokrotnie, w prasie, musiał prosić lekarzy, aby przewidzieli procesy biologiczne, które mogą nastąpić w wyniku największego eksperymentu, jaki medycyna przeprowadziła na ludziach i bakteriach w całej historii ludzkości: do organizmów milionów (a prawdopodobnie miliardów) ludzi, wprowadzono nowe substancje biologicznie czynne.

[ od autora: Coś nam to dziś przypomina ? ]

Z biologicznego punktu widzenia dla badaczy fitoncydów od samego początku „ery penicylin” było oczywiste, że natura może się zemścić.

Rzeczywiście, spontaniczna selekcja (w darwinowskim sensie tego słowa) najbardziej odpornych form miała miejsce i ma miejsce, co jest obecnie często określane nienaukowo jako „uzależnienie” drobnoustrojów od „antybiotyków” (antybiotykoodporność).

Medycyna, ratując miliony ludzi nowymi lekami, jednocześnie stworzyła podstawy ewolucji chorób zakaźnych.

Biologia przewidziała nie tylko pojawienie się nowych odpornych form mikroorganizmów, ale także udowodniła, że ​​wprowadzenie silnych, selektywnie działających antybiotyków do przewodu pokarmowego naruszyłoby ewolucyjnie ukształtowaną biocenozy przewodu pokarmowego, równowagę w antagonizmie drobnoustrojów, na podstawie których mogą pojawić się nowe choroby. I to założenie niestety było uzasadnione: grzybice są coraz uciążliwe.

Wzmacnianie organizmu fitoncydami ?

Tokin nie umniejszał wartości poszukiwań  fitoncydentów przeciwwirusowych (pozyskiwanych z roślin niższych i wyższych), jednak  uważał, że należy liczyć się z wielką oryginalnością jednostek zwanych wirusami.

Uważał, że nierozsądne jest porzucanie tego, co już zostało zdobyte w praktyce, tylko dlatego, że nie jest to w pełni uzasadnione naukowo.

Tokin przywołuje prace Korotkowej, która w rygorystycznych eksperymentach udowodniła hamujący wpływ fitoncydów drzew eukaliptusowych, jabłek antonówek i innych roślin na rozmnażanie się wirusa grypy.

Oczywiście niedopuszczalne jest ignorowanie fitoncydów czosnku, gdy leki przeciwwirusowe są słabe. Mogą niewątpliwie pomóc w zapobieganiu powikłaniom grypy i odgrywać pewną, choć niejasną rolę w zapobieganiu rozwojowi choroby.

Być może więc główną linią walki z wirusem grypy nie jest znalezienie substancji, które go zabijają, ale wywołanie nieszkodliwego, bolesnego stanu komórek podczas epidemii. Choroba jako profilaktyka innej choroby i jak powiedzielibyśmy dziś droga do wzmocnienia organizmu

Tokin uważał, ze nie należy odrzucać tej myśli. Przecież współczesna medycyna wciąż jest prawie bezradna w poszukiwaniu leków na grypę. To niesamowite. Pod względem biochemicznym wirus grypy jest dobrze zbadany. Biochemia i immunologia mają wiele doskonałych technik.

Na całym świecie powstało wiele antywirusowych instytucji naukowych, w których pracuje ogromna armia naukowców; wśród nich jest oczywiście wiele talentów, odważnych badaczy.

Jednak dziesięciolecia badań nie przyniosły takich chemiczno-terapeutycznych środków przeciwko wirusowi grypy, które uchroniłyby ludzkość przed tragediami wywołanymi epidemiami grypy.

Tokin wspomina też o pracach  nad wirusem wścieklizny, które trwały do 1954 roku, kiedy zmarł wielki naukowiec, doktor Wasilij Uszakow, który tworzył pierwsze w Rosji placówki medyczne do walki z wścieklizną – stacje szczepień Pasteura.  Uszakow był najlepszym znawcą wirusów w ZSRR, a zwłaszcza wirusa wścieklizny.

Przeciwwirusowe naturalne

Jako gorący zwolennik badań nad fitoncydami w interesie medycyny, Uszakow, wraz z Fiłatową i Tokinem, rozpoczął eksperymenty badawcze nad wpływem fitoncydów czosnku i cebuli na wirusa wścieklizny. Wiadomo, że jeśli kawałek mózgu wściekłego zwierzęcia zostanie wstrzyknięty zdrowemu, choroba nieuchronnie się rozwinie.

Byli zaskoczeni, widząc, jak mocno działanie „szalonych” mózgów jest osłabione lub nawet całkowicie zatrzymane, jeśli przed wprowadzeniem do zdrowego organizmu trzymamy je przez dziesięć minut w misce z lotnymi fitoncydami czosnku lub cebuli. Niestety! Wraz ze śmiercią Uszakowa eksperymenty te dotyczące przeciwwirusowych naturalnych środków zostały przerwane…

Podobny los spotkał prace Spirydonowa, który stworzył tzw. szczepionkę fitoncydo-tkankową przeciw pryszczycy, którą z powodzeniem zastosował w szczytowym okresie epidemii w gospodarstwach zagrażających pryszczycy w celu zapobiegania pryszczycy u bydła i świń. Do szczepionki wykorzystano  fitoncydy… topoli. Tak! Fitoncydy liści pachnącej topoli. W sierpniu-wrześniu w lesie Spiridonow zebrał liście tego drzewa, wysuszył je w zaciemnionym miejscu, zmiażdżył, włożył do worków z gazy, umył w wodzie, wycisnął i zalał mocnym alkoholem. Powstała pasta została przefiltrowana i wykorzystana do produkcji szczepionek. Fitoncydy topoli niezawodnie osłabiają zawarty w szczepionce wirus pryszczycy, eliminują jego złośliwość. Prac Spirydonowa nie wykorzystano w praktyce weterynaryjnej, choć był to przeciwwirusowy  naturalny lek.

Jak wzmocnić organizm

Borys Tokin uważał, że nie można uznać za przypadek, że ogromna liczba roślin okazuje się lecznicza lub trująca dla ludzi, a nie neutralna.

Zapominamy, że nasi biologiczni przodkowie … do niedawna (z biologicznego punktu widzenia) mieszkali w lasach, mieli bezpośredni kontakt z florą i fauną. Ile pokoleń minęło od epoki lodowcowej? Zaledwie 500 pokoleń.

W tym czasie nastąpiła zdumiewająca „emancypacja” ludzkiego mózgu i „emancypacja” człowieka od natury dzięki rozwojowi nauki, techniki i kultury.

Stało się to w tak krótkim okresie historycznym, że środowisko społeczno-historyczne nie mogło zmienić biologicznej natury człowieka do tego stopnia, że ​​związki ekologiczne, które rozwinęły się w długim okresie ewolucji między naszymi przodkami a otaczającymi je roślinami i zwierzętami, całkowicie zniknęły. .

Współczesna medycyna, np.:  stosując leki ziołowe, częściowo naśladuje ekologiczny związek naszych przodków z roślinami

Jak możemy wykorzystać tą wiedzę , odnośnie fitoncydów, by wzmocnić organizm ?

Według profesora Tokina: 1 ha jałowców produkuje w ciągu doby 3 kg lotnych fitoncydów,  co pozwala wyjałowić obszar dużego miasta. Podobnie w lasach iglastych, szczególnie borach sosnowych, powietrze jest praktycznie sterylne. Do roślin intensywnie wydzielających lotne fitoncydy radzieccy uczeni zaliczali:

  • sosny,
  • jodły,
  • świerki,
  • modrzewie,
  • cisy,
  • żywotniki ,
  • dęby,
  • brzozy,
  • graby,
  • klony,
  • topole,
  • jesiony ,
  • orzechy,
  • leszczyny ,
  • bez czarny,
  • kaliny,
  • głogi,
  • róże ,
  • magnolie,
  • bukszpany
  • jałowce,
  • czeremchę,
  • robinie,
  • tawuły,
  • czeremcha,
  • świdośliwa,
  • aronia czarnoowocowa,
  • tawlina
  •  jaśminowce

Wystarczy więc często spacerować po parkach i lasach i głęboko oddychać  >>> patrz leczenie lasem

W/w rośliny i ich fitoncydy ograniczają w powietrzu ilość chorobotwórczych mikroorganizmów i wirusów, co zwłaszcza w warunkach miejskich ma istotne profilaktyczne znaczenie.  Powinniśmy sadzić je pod oknami, a jeszcze lepiej, mniejsze egzemplarze, w doniczkach, po prostu uprawiajmy w domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three + twelve =