Jedzmy ryby słodkowodne!

jedzmy ryby

Jedzmy więcej ryb, wspierajmy hodowców

Jedzmy więcej ryb! – zalecają eksperci FAO i WHO, a naukowcy z SGGW wspierają to zalecenie. Jedzmy dwa razy tyle co obecnie, bowiem z zaledwie 12 kg zjadanymi przez statystycznego Polaka, wleczemy się w ogonie Europy. Tymczasem trudno się dopatrzyć istnienia rządowego programu żywieniowego, mającego na celu poprawę sytuacji zdrowotnej obywateli także przez spożycie ryb, zwiększenie ich dostępności, wreszcie poprawy zaopatrzenia.

A ostatnio prowadzone ministerialne podchody, aby pokopać czy też podtopić gospodarstwa hodowców karpi, pokazują na brak zrozumienia, że ryby słodkowodne są cennym źródłem składników odżywczych.

Wiedzą o tym kardiolodzy i dietetycy i wyliczają ważne składniki: dobrze przyswajalne białko mające wysoką wartość odżywczą, fosfor, potas i magnez, witaminy, kwasy tłuszczowe omega-3.
Specjaliści przestrzegają przy tym, że ryby, podobnie jak pozostałe produkty spożywcze, z uwagi na zanieczyszczenie środowiska, mogą zawierać resztki substancji szkodliwych dla konsumenta. Stąd zalecenie aby urozmaicić dietę i spożywać różne gatunki ryb, z różnych źródeł. A najlepiej kupować ryby z hodowli, tradycyjnej.

Dlaczego akurat te będą bezpieczne dla zdrowia konsumentów?

Doskonale znająca zagadnienie Agnieszka K. Andruszewska z Zarządu Dóbr Smolin, przedsiębiorstwa rodzinnego, należącego do Stowarzyszenia „Polska Ekologia”:

-„ Żywienie pokarmem naturalnym oraz zbożem, sprawia, że mięso ryb z naszych stawów posiada niepowtarzalne walory smakowe, co zyskuje uznanie wśród nabywców z całego kraju. Stawy znajdujące się na terenach „Natura 2000”, ulokowane są na podłożu gliniasto – piaszczystym, co znacząco podnosi walory smakowe hodowanych w nich ryb. Nasze gospodarstwo jest liczącym się ośrodkiem hodowli ryb. Specjalizujemy się w produkcji karpia królewskiego, amura, tołpygi pstrej i białej, szczupaka, suma europejskiego, lina, sandacza, karasia. Wprowadzamy nowe gatunki ryb i poznajemy tajniki ich hodowli. Na specjalne zamówienie odbiorców, kontraktujemy niektóre gatunki ryb”.

Jednak tradycyjne gospodarstwa rybackie nie mają łatwej egzystencji, gdyż mniejsze zagęszczenie niż w hodowli intensywnej, bardziej rygorystyczna dbałość o zdrowie ryb, unikanie antybiotyków, starania o maksymalną czystość wody, konieczność zapewnienia szybkiego transportu i wynikające z procedury certyfikacyjnej systematyczne poddawanie się kontroli inspektora, wszystko to zwiększa koszty i cenę produktów.

-„ Prowadzenie gospodarstwa rybnego to trudne zadanie – wyjaśnia Agnieszka K. Andruszewska – Aż około 30 procent ryb z naszych stawów zjadają ptaki, które mają tu żerowiska. Łabędzie, kormorany, bieliki, czaple i inne żyją ze stawów, a więc na koszt hodowcy. Straty wynikające z tego faktu, w skali roku szacuje się na 150 tys. zł. Trzeba też wziąć pod uwagę, że ryby, gdyby nie połów ich przez ptaki, mogłyby jeszcze urosnąć do pełnych rozmiarów, stąd pełne straty są jeszcze większe. Do tego dochodzą groble niszczone przez wydry i bobry. Występują też kradzieże. Pilnowanie ułatwiają telefony komórkowe, foto pułapki oraz dozór osobowy. Prawdą jest, że przy zabezpieczaniu stawów przed kradzieżami przedsiębiorstwo zdane jest tylko na siebie ponieważ Państwowa Straż Rybacka w zasadzie tu nie zagląda”.

W Smolinie okazało się, jak korzystne może być podjęcie dodatkowej działalności, wprowadzając innowacje, wartość dodaną do prowadzonej hodowli.

Agnieszka Andruszewska: – „ Tak zrobiliśmy. Ze względu na niską opłacalność samej produkcji rybackiej, nader korzystnym rozwiązaniem dla hodowcy jest możliwość przetwarzania własnych ryb. Stworzenie niewielkiego zakładu przetwórstwa ryb daje możliwość wytwarzania przebogatego asortymentu różnorakich potraw i wyrobów, począwszy od surowych filetów, przez ryby wędzone, ryby w galarecie, aż po pasztety, pasty i inne smakołyki. Ta bogata oferta jest atrakcyjna zarówno dla sklepów jak i szeroko pojętej gastronomii, przede wszystkim na lokalnym, ale również na krajowym rynku. Nowe produkty są pro ekologiczne same w sobie, ze względu na tradycyjny, ekstensywny charakter hodowli. Ważne też jest stosowanie przez nas zasad dobrej praktyki rybackiej w chowie i hodowli ryb oraz zasad dobrej praktyki rolniczej. Jesteśmy również pod stałą kontrolą weterynaryjną.
Walory pozaprodukcyjne stawów są również bardzo istotnym czynnikiem w naszej działalności. Wszystkim służy retencja wody w stawach. Położenie w obszarze „Natura 2000” i wynikające z tego faktu „przepiękne okoliczności przyrody”, pośród której znajduje się nasze gospodarstwo, cieszy oko i duszę każdego, kto się tu znajdzie”.

Dbałość hodowców ryb o akwakulturę zasługuje na uznanie. Stawy tworzą retencję. Pobór wody następuje wtedy gdy jest jej dużo, a więc wiosną. Woda wypuszczana jest jesienią, gdy na polach jest jej mało. Trzeba pamiętać, że trzcina porastająca stawy jest najlepszym filtrem, który skutecznie pochłania wszelkie metale ciężkie i zanieczyszczenia. Stawy są również wodopojem i schronieniem dla mieszkańców otaczających nas lasów. O każdej porze dnia można spotykać łosie, dziki, lisy.

O wszystkich powyższych faktach zapomniało nie tylko Ministerstwo Środowiska, ale również Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Począwszy od poprzedniej perspektywy finansowej 2007-2013 rybactwo śródlądowe, a ściślej, gospodarstwa stawowe otrzymywały tzw. rekompensaty wodno-środowiskowe, które miały w części wyrównywać hodowcom straty wynikające z prowadzenia tradycyjnej, ekstensywnej hodowli na rzecz poza produkcyjnych wartości stawów, takich jak m.in. retencja czy utrzymywanie bioróżnorodności przyjaznej środowisku naturalnemu.

„Przez 2 lata przedstawiciele MGMiŻŚ zapewniali nas, że rekompensaty będą kontynuowane – przypomina Agnieszka K. Andruszewska. – Biorąc pod uwagę zwrot poniesionych na rzecz środowiska kosztów, zaczęliśmy snuć plany inwestycyjne. Niestety, w lutym tego roku Ministerstwo zmieniło wcześniej uzgodnione założenia, informując nas, że środki przeznaczone na nasze rekompensaty zostaną przesunięte na rzecz rybaków morskich. Mówimy tu o 92 mln euro”.

Trzeba postawić pytanie, komu zależy na tym aby lepsza dieta była odsunięta na dalszy plan?

To swoisty paradoks, że umiłowanie ryb wyraża się przede wszystkim w nazewnictwie imprez np. Festiwal Pstrąga w Hrabstwie Kłodzkim, Festiwal Ukleja, czy też Sielawa Blues.

Ale z urzędowym, z systemowym uznaniem dla hodowców ryb jest jak widać gorzej.

 

Bohdan Juchniewicz

Stowarzyszenie ”Polska Ekologia”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewięć + trzy =